2120

The story so far...

> BEGIN TRANSMISSION FROM IGOR SERVER
FETCHING DATA... 100%

Do trzech razy sztuka.

> READY

Godzina 22:06. Na pękniętym monitorze widać obraz z kamery skierowanej na barową ladę. Nieliczni jak na tę porę ludzie wpatrują się we własne kufle. Siwy mężczyzna poprawia na głowie przesiąknięty krwią opatrunek. Kamera robi zbliżenie na jego twarz. Po rannym widać zmęczenie. Nie tylko przygarbioną sylwetkę kogoś niemalże padającego z nóg, ale też pustawy wzrok kogoś, kto widział za dużo. Po chwili ktoś przechodzi za jego plecami i zajmuje miejsce obok, stawiając przed nim butelkę piwa. W oddalającym się kadrze po chwili widać młodziaka ze świeżutką naszywką CADu.

– Jak Twoja głowa? – zapytał chłopak. – Napij się.

– Do trzech razy sztuka, mówią. Mają, kurwa, rację – wysyczał starszy przez zęby.

– Znaczy się, co?

– Chcesz wiedzieć, jak to się zaczęło? – Siwy przymknął oczy i potarł czoło. – Ostatnia Pora Przybyszów. Wolfgangi przybyły do miasta… Oczywiście szybko wszystko musiało pójść w diabły. Dogadywanie się nie bardzo chyba było w głowie ani im, ani nam. Gniew i strach  wyciągnęły nas z miasta… Przy takiej ilości ludzi nie starczyłoby zapasów na dłużej niż tydzień. – Wziął kilka łyków z butelki. – Musieliśmy działać. Wiedzieliśmy, że rozstawiają anteny radiowe w ruinach starego OldTown… 

– Jakie anteny?

– Do jakichś nadajników, czy coś. Przy pomocy tych zabawek można ponoć wysłać sygnał na setki kilometrów. 

– Czyli gdzie? – wtrącił wyraźnie zaciekawiony chłopak.

– A chuj ich wie! Zebraliśmy ekipę i ruszyliśmy. Dwa pierwsze nadajniki udało się nam dorwać bez problemu. To były szybkie akcje. Czarni byli zaskoczeni…  Nie docenili nas.

– No dobra, ale… – Młody strażnik skierował wzrok na zakrwawiony bandaż.

– Ale był jeszcze trzeci. Poszliśmy dalej jak na swoje. Nie wezwaliśmy wsparcia. Bo i po co, skoro wcześniej wszystko szło gładko?! Ależ byliśmy głupi… Weszliśmy na nich na wyprostowanych nogach, zbici w grupę, pod karabiny maszynowe…

– Czyli to wy nie doceniliście ich?

Mężczyzna przypatrywał się młodzieńcowi przez chwilę. Po chwili westchnął i pokręcił głową.

– Zrobiło się krwawo. Wciąż słyszę terkot automatów i kule świszczące wszędzie wokół. Mojego kumpla ścięło z nóg tuż obok. Kurwa, nie tego się spodziewaliśmy. Padłem przy nim na glebę, wygrzebałem z ładownicy stimpak i wbiłem między żebra. Gdy się podniosłem, tamci akurat działali przy swoim nadajniku. Szczerze, bardziej z wkurwienia niż z poczucia misji pobiegłem. Nie liczyłem kul, po prostu prułem. I padł. Jeden przy nadajniku padł. Jego kolegom się to chyba nie spodobało. Nagle przede mną wyrósł wielki cyborg, uderzenie w głowę odrzuciło w tył… Resztę pamiętam jak przez mgłę – kontynuował opowieść weteran. – Ryk karabinów, krzyki rozrywanych na strzępy ludzi… Widziałem jeszcze, jak iglica anteny rozbłyska się czerwonym światłem i… Obudziłem się w szpitalu. 

Przez jakiś czas obaj siedzą cicho, wpatrując się w stół. Po chwili młodzieniec kładzie pistolet na blacie. 

– Wiesz, powiedziano mi, żeby wypytać bardziej doświadczonych gdzie mógłbym się przydać… Część naszych uciekła, ale ja chciałem… – język mu się zaplątał. –  To też moje miasto! Chcę o nie walczyć – wyrzucił z siebie, zaciskając palce na broni. – Ponoć… Ponoć wróciłeś prosto z Przystani? Czy… czy było tam aż tak źle?

– Komunikat nadawany stamtąd się urwał, potem nie dało się ich wywołać… Postanowiliśmy, że trzeba rzucić okiem co się tam stało. Chłopaki z Przystani to dobrzy ludzie, wiesz? Nie raz pomagaliśmy sobie. Byłem im to po prostu winien. Pojechaliśmy. Na początku było spokojnie, nawet po zbirach z Dziury nie było śladu. Gdy jednak zaczęliśmy zbliżać się do Kołobrzegu, czuliśmy już, że coś jest nie tak. Ani żywego człowieka. W końcu zobaczyliśmy też dym.

– Tak po prostu udało się wam podjechać?

– Byłeś kiedyś na zwiadzie? Nie? Widać… – Weteran spojrzał ostro na młodzieńca. – Zatrzymaliśmy wóz, zostawiliśmy jednego człowieka z kierowcą i we trzech po cichu poszliśmy się rozejrzeć. To, kurwa, wyglądało jak krajobraz po bitwie. Rzeź. Budynki zburzone. Ciała porozrzucane. Nie tylko żołnierze. Kobiety. Dzieci. Sporo widziałem w swoim życiu, ale myślałem, że się porzygam. Nie ja jeden zresztą. Staraliśmy się poruszać możliwie cicho, więc prawie spanikowałem, gdy usłyszałem jęk. Znaleźliśmy jednego, który był już prawie po drugiej stronie. Nawet nie bardzo kontaktował, nie wiem nawet, czy zorientował się, że jesteśmy. Majaczył tylko o czarnych pancerzach…  i śmierci, która przyszła. Próbowaliśmy mu pomóc… ale nie było już szans. I wtedy się zaczęło.

– Co się stało?

– Zaczęli wychodzić z ruin. Jeden, drugi, kolejny cyborg. Może dlatego zresztą zostawili tego żywego. Jako pułapkę. Ty, kozaku, pewnie byś chciał walczyć, ale nasza trójka po prostu zaczęła spieprzać. Tuzin, albo i więcej Wolfgangów. Tak. Uciekaliśmy. Dostaliśmy szperaczem po plecach, a po chwili odezwały się automaty… Wszystko stanęło w ogniu. Pruliśmy na oślep. Nie wiem, jakim cudem dotarliśmy do fury. Oni byli zaraz za nami. Kule już dzwoniły o wóz, więc ruszyliśmy z piskiem opon. Spieprzyliśmy stamtąd. Gdy zeszła adrenalina, poczułem ból w klatce piersiowej. Pocisk co prawda zatrzymał się na kamizelce, ale żebrom to niewiele pomogło… Potem, z pewnej odległości, mogliśmy wreszcie się rozejrzeć. Dymy znad każdej osady i dziesiątki, setki czarnych. Mrowie zbrojnych i więcej cyborgów, niż widywałem w koszmarach. I wszyscy kierowali się na południe, w głąb lądu – dodaje ledwo słyszalnym głosem.

Kamera robi zbliżenie na oczy starszego mężczyzny. Na monitorze pojawia się komunikat: “Dane biometryczne pobrane. Rozpoczynam namierzanie obiektu.”

– Pędziliśmy do miasta – kontynuował ranny. – Wiedzieliśmy, że musimy wszystkich ostrzec.

– Ponoć zaczęli już wysyłać wezwania o pomoc… – Funkcjonariusz patrzy przez chwilę w obiektyw kamery.

– Wiesz, maszerowałem kiedyś w Odsiczy. Teraz też potrzebujemy czegoś takiego. Mam nadzieję, że kto tylko może przybędzie, bo bez pomocy nie utrzymamy się tu. – Weteran pokiwał głową, podnosząc z bólem na twarzy opartą o ladę broń – Chodźmy, młody. Teraz na pewno będziesz miał się do czego przydać.

– Czy wszystko w porządku?

– Tak, spokojnie. Złe przeczucie, nic takiego. – Mężczyzna klepnął młodzieńca po ramieniu. –  Już dwa razy próbowali mnie zabić. Postaraj się, żeby i za trzecim im się nie udało, ok?

Obraz zastyga w miejscu. Godzina 22:25.

>> KONIEC NAGRANIA <<

> CZY CHCESZ ZAPISAĆ NAGRANIE? [T/N]

>> NAGRANIE ZAPISANO <<

> CZY CHCESZ PRZEPROWADZIĆ SYMULACJĘ ZAGROŻENIA? [T/N]

>>  BŁĄD DOSTĘPU: ZAPYTANIE JEST USZKODZONE <<

To be continued...