Blog Mark’a Cordory’ego

Powrót do OldTown.

W zeszłym roku pierwszy raz pojechałem na OldTown – w tym roku wracam.

W 2016 roku razem z moim towarzyszem podróży Jayem przybyliśmy ze Zjednoczonego Królestwa z wyłącznie najpotrzebniejszymi rzeczami – w sumie większość miejsca w naszym mocno ograniczonym bagażu zajmowały stroje. Nie wzięliśmy namiotów (po prostu nie było miejsca), nie mieliśmy konkretnego planu na miejsce do spania, a jakiekolwiek pojęcie o tym co nas tam czeka mieliśmy z filmików z poprzednich lat.

Dojechaliśmy nocą, po tym jak przywiózł nas Kenneth, który zgłosił się na ochotnika i odebrał nas z lotniska w Szczecinie. Po jakiś 40 minutach jazdy mknęliśmy z klekotem przez stare opuszczone lotnisko wojskowe – miejsce wydarzenia.

 

Jechaliśmy.

I jechaliśmy…

Obaj tam siedzieliśmy i zastanawialiśmy się jak duży jest teren festiwalu, ale w końcu przed nami w oddali pojawiły się światła OldTown. Wejście przez bramy miasteczka było czymś niesamowitym – światła, cudowne OldTown FM lecące przez system nagłaśniania, krzątanina przebranych postaci w barach i obozach po których oprowadzał nas Wilku – wszystko było idealnie na miejscu, nie było tam nic przypadkowego.

 

Pierwszej nocy mieliśmy wrażenie, jakbyśmy weszli na plan filmowy, czuliśmy się jak na prawdziwej imprezie na końcu świata, a dopiero wraz z nadejściem poranka zaczęliśmy w pełni doceniać rozmiar terenu, na którym odbywa się OldTown.

 

Pustkowia na OldTown są ogromne.

Opuszczone lotnisko wojskowe, na którym odbywa się festiwal, rozciąga się daleko jak okiem sięgnąć, wyjście na pustkowia jest niczym eksploracja najprawdziwszej postapokaliptycznej dziczy, z zarośniętymi drogami i pasami startowymi, niezliczonymi opuszczonymi budynkami rozproszonymi po terenie czekającymi na odkrycie. Jeśli jesteś fanem gatunku, to pewnie penetrowałeś pustkowia w Fallout 3 i 4 – to jest jak wejście w to środowisko naprawdę (albo jeśli masz szczęście możesz złapać podwózkę jednym z bajecznych pojazdów, które wyglądają jakby zjechały z planu filmowego).

Nie ma tu żadnej potrzeby na „zawieszenie niedowierzenia”.

Miasteczko OldTown samo w sobie jest sporym skupiskiem bud i namiotów zamieszkanych przez plemiona, klany i osobników z całego świata, a apokalipsa nigdy nie wydawała się być taka przyjazna. Szczerze mówiąc hojność, entuzjazm, ciepłe powitanie i gościnność wszystkich ludzi, których spotkaliśmy były naprawdę niesamowite.

 

Dodajcie do tego eventy takie jak turnieje Juggera, boksu, zapasów i konkursy strojów, kapele na żywo i więcej w trwającym 5 dni festiwalu (i oczywiście samym larpie) a otrzymacie coś naprawdę nietuzinkowego.

 

Pod koniec tygodnia opuściliśmy festiwal zmęczeni (nie mamy wątpliwości, że przyczyniło się do tego spędzanie nadmiernych ilości czasu w świetnym barze OldTown…) i bardzo zakurzeni, ale z głowami pełnymi pomysłów i doświadczeń.

Żebyście mieli jakiś kontekst – larpami w Zjednoczonym Królestwie param się od 35 lat. Patrzyłem jak rozwija się ze skromnych początków, a także prowadziłem wiele wydarzeń ze swoim własnym systemem „Mytholre”. Ten system to głównie high fantasy (jak większość we wczesnych dniach larpowania w Zjednoczonym Królestwie), ale zapewne byliśmy pierwszym systemem, który wyprodukował specjalnie przystosowane do tego kostiumy potworów i maski. Mimo, że ostatnio system jest rzadko w użyciu ze względu na coraz większą ilość zobowiązań zawodowych, udało się nam wcisnąć w nasze napięte grafiki kilka imprez – horrorów osadzonych w czasach współczesnych, a trylogia zainspirowana Baśniami Tysiąca i Jednej Nocy w świecie Mytholre wygrała ostatnio nagrodę za najlepszy event UK LARP Awards, które są tu przyznawane co roku.

 

Dla mnie to hobby od wielu lat było pasją napędzaną jego potencjałem, by być naprawdę kinowym i wyjątkowo imersyjnym wydarzeniem, niepodobnym do innych form rozrywki. Na mojej liście tudusów mam co najmniej dwa nowe projekty larpowe, które mam szczerą nadzieję kiedyś zrealizować, jeden z nich nieźle wpisuje się w apokaliptyczne klimaty – może kiedyś znajdę czas, żeby je zrobić.

 

To wszystko jest siłą rzeczy związane z moją codzienną pracą designera, rekwizyciarza i lalkarza w przemyśle telewizyjnym i filmowym, w którym obracam się już od ponad 30 lat. Przez ten czas miałem okazję pracować przy produkcjach takich jak Dr Who, gdzie byłem szefem Działu Produkcji Rekwizytów w trakcie kręcenia sezonów z Ecclestonem, wczesnych sezonów z Tennantem oraz pierwszego sezonu Torchwood, a także w dziale rekwizytów przy produkcjach pokroju Gnijącej Panny Młodej Tima Burtona oraz przy różnorakich zleceniach, na przykład dla legendarnych Iron Maiden, dla których zaprojektowałem i wykonałem Eddiego na potrzeby albumu i trasy koncertowej „Fear of the Dark”.

 

Niemniej jednak pomiędzy całą profesjonalną pracą wciąż dostarczałem stroje, gadżety i pełne wyposażenie postaci na potrzeby środowiska larpowego, i nadal kontynuuję tą tradycję – to zdecydowanie moja wielka i wieloletnia pasja.

 

W ciągu ostatnich kilku lat moja rosnąca fascynacja klimatami postapokaliptycznymi zaskutkowała stworzeniem przeze mnie mojej własnej marki strojów i gadżetów “SALVAGED” (“ODZYSKANE”), która rozrosła się po różnych międzynarodowych projektach – larpowych, muzycznych (w tym u wyśmienitych V2A, którzy uświetnią swoim występem tegoroczny OldTown), teledyskach, innych międzynarodowych festiwalach postapokaliptycznych, a także wzbogaciła jeden z escape roomów i nawet klimatyczny bar, a to nie wszystko bo więcej projektów czeka tuż za winklem. Uważam proces sklecania i postarzania rzeczy na potrzeby postapo za bardzo dobrze pasujący do mojego sposobu pracowania, i obecnie to pewnie z 80% całej mojej roboty.

 

Ale ale, czemu OldTown? Szczerze, to mimo że uczestniczyłem w wielu wspaniałych, choć relatywnie niewielkich larpach postapokaliptycznych w UK, żaden z nich nie przygotował mnie na doświadczenie pokroju OldTown, i właśnie dlatego pod koniec zeszłego roku zaoferowałem im swoją pomoc jako zakulisowy “konsultant”, i jestem zaszczycony, że zespół OldTown przyjął moją ofertę.

 

Zatem w tym roku wracam na polskie Pustkowia z jeszcze większą ilością pomysłów, namiotem i paroma dodatkowymi luksusami, z moją żoną, i -jeśli tylko grafik pracy pozwoli- nawet garścią dóbr z “SALVAGED” na sprzedaż. Mam w planie przeprowadzenie paru warsztatów podczas festiwalu i nie mogę się doczekać obserwowania jak niektóre z pomysłów wymyślonych wspólnie przełożą się na grę w tym roku. Wracam także do starych znajomych, z nadzieją na poznanie nowych i na spędzenie czasu w OldTownowej atmosferze, i być może będę miał nawet szansę na szerszą eksplorację tych wspaniałych pustkowi, które rozciągają się tuż za bramą OldTown.

 

Do zobaczenia na miejscu.

Mark Cordory

 

 

You may also like